Bardzo kruche, bardzo słodkie

Tak, wiem, dziś miałam kontynuować nasze wakacyjne obserwacje. I taki był plan, i nawet przygotowania, by zaprezentować grecki serowy przysmak z ciasta filo. Ale… na naszym stole pojawiły się dziś alfajores! Własnej produkcji, wg własnej receptury, bazującej wszak na tradycyjnym przepisie z Argentyny. Skąd u nas Argentyna? Cóż, wiadomo, że nazwa Argentyna pochodzi od srebra, a narodowym sportem Argentyńczyków jest pato. Że papież Franciszek – wszak rodowity Argentyńczyk w czasach młodości dorabiał jako ochroniarz w jednym z barów w Buenos Aires. Że w Argentynie powstał pierwszy w historii pełnometrażowy film animowany. Znawcy twierdzą także, że sterniczka argentyńska (oxyura vittata) posiada najdłuższe przyrodzenie wśród ptaków… Co może mieć (luźny) związek z faktem, że Argentyńczyków uważa się za najbardziej niewierny naród Ameryki Południowej. Ale to wszystko nie tłumaczy naszego zainteresowania alfajores. A ono wzięło się z telewizji. Po prostu – zobaczyliśmy i wiedzieliśmy, że musimy ich spróbować. A potem okazało się, że alfajores to tak naprawdę przysmak hiszpański!

alfajores_10

O alfajores wiemy bowiem całkiem sporo. Wg hiszpańskich ekspertów kulinarnych te pyszne ciasteczka w typie naszych markiz lub sandwiczów, pierwotnie składały się z przetworów z suszonych owoców, zawiniętych w starannie przygotowane ciasto, następnie obsypywanych orzechami lub cukrem. Oryginalne receptury pochodzą jeszcze z czasów okupacji Andaluzji przez Maurów. W okresie hiszpańskich podbojów obu Ameryk, alfajores (czytane jako alfahores), stały się jednym z największych kulinarnych przebojów w historii. Hiszpanie przywieźli ze sobą na nowe kontynenty potrawy i tradycje i było tylko kwestią czasu kiedy każdy z podbitych regionów kontynentu Amerykańskiego rozwinie własny styl przyrządzania potraw, biorąc po trochu zarówno z rodzimych tradycji, jak i hiszpańskich impresji. W ten sposób stworzono podwaliny pod regionalne kuchnie znane później jako: meksykańska, peruwiańska, argentyńska, chilijska, nikaraguańska, kalifornijska, czy też kubańska.

Z czasem każdy region obu Ameryk „udomowił” na swój sposób hiszpańskie alfajores i uczynił go własnym. Wiele przepisów na ten smakołyk pochodzi z terenów dzisiejszego Peru, Ekwadoru i Boliwii. W Argentynie istnieje ponad 15 odmian tego ciasteczka. Istotą alfajores jest stosowanie tradycyjnej receptury dulce de leche, natomiast pozostałe składniki są opcjonalne. Np. w Nikaragui alfajor jest wytwarzany z mąką kukurydzianą, melasą i kakao. W innych regionach wprowadzane są nowe smaki takie jak: gujawa, czekolada, masło orzechowe, czy malina. Niezależnie zatem od tego, gdzie jesteśmy w Ameryce Łacińskiej, zawsze znajdziemy jakąś odmianę alfajores, a wszyscy powiedzą, że tylko u nich dostajecie „produkt oryginalny”

alfajores_08

Zabierzmy się zatem do przygotowania naszych alfajores.

Będziemy potrzebować:

  • 2 szklanki mąki pszennej;
  • 1 szklankę mąki ziemniaczanej;
  • ½ szklanki cukru pudru (+ odrobinę do posypania);
  • 250 g miękkiego masła;
  • 4 żółtka;
  • ½ łyżeczki proszku do pieczenia;
  • 2 łyżki esencji waniliowej;
  • 2 łyżki koniaku/ brandy (my – jako że niemal prosto z Grecji, wykorzystaliśmy Metaxę);
  • mleko skondensowane (trzeba gotować ok. 3 godziny) lub gotowa masa kajmakowa (500 g)

Jak to robimy? Alfajores to niezwykle kruche ciastka przełożone słodką masą, czyli dulce de leche. Przepis na oryginalne nadzienie podam przy innej okazji, dziś skróciliśmy drogę, bo dzieci domagały się deseru. Zatem nasze dulce de leche jest dziś wyjątkowo smaczną masą kajmakową.  Natomiast przygotowanie ciasteczek – sandwiczy – jak najbardziej kanonicznie!

Co robimy? Mąkę przesiewamy do miski, dodajemy cukier, proszek do pieczenia i bardzo miękkie masło. Żółtka roztrzepujemy dokładnie, następnie dodajemy esencję waniliową,  koniak i całość mieszamy. Łączymy suche i mokre składniki, zagniatając gładkie, elastyczne ciasto. Zawijamy w folię spożywczą i odkładamy na godzinę do lodówki.

Po tym czasie ciasto należy wałkować porcjami na grubość ok. 1 cm i wycinać kółka o średnicy 5-6 cm, foremką lub zwyczajnie szklanką. Powinno wyjść 40 ciasteczek. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180°C przez 10 minut. Wystudzone alfajores smarujemy warstwą karmelu (można drewnianą szpatułką, choć świetnie sprawdzi się rękaw cukierniczy lub gruba folia spożywcza, taka jak do mrożonek) i składamy w markizę. Ciasteczka delikatnie oprószamy cukrem pudrem. Uważajcie przy składaniu, bo dobrze upieczone alfajores są nie tylko bardzo słodkie, ale i bardzo kruche.

alfajores_05-e1502299286467.jpg

Podajemy oczywiście z kawą. Jest pysznie i szybko stajemy się pełni! Ponieważ chęci dzieci do spożycia ciasteczek są większe niż możliwości – sprawdziłam to dziś – warto zabezpieczyć pozostałe alfajores. Proponuję schowanie ciastek do lodówki – w szczelnie zamkniętym pojemniku, a jutro kiedy je wyjmiecie, będą dalej świeże, pachnące i rewelacyjne. W ten sposób macie deser dwudniowy i absolutnie wyjątkowy.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Dobrej zabawy i smakowitego wieczoru!

alfajores_13

PS. Za tydzień NA PEWNO coś z pyszności wakacyjnych. Za ciekawostki o Argentynie dziękuję Markowi Tellerowi i polecam jego artykuł.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s