Na początek – historia „z życia wzięta”. Otóż pewna kobieta – ona – podróżowała samochodem przez Europę. W czasie postoju na tzw. MOP (miejsce obsługi podróżnych) wyjęła z torby puszkę z ciasteczkami. Ponieważ sama je przygotowała, wiedziała, że są wspaniałe, smakują świetnie, a co najważniejsze – są FIT! Puszkę postawiła na stole, wyjęła książkę i oddała się lekturze, zajadając od czasu do czasu ciastko. Do tego samego stolika dosiadł się młody człowiek – on, który – ku jej totalnemu zaskoczeniu – sięgnął do puszki z ciastkami i zjadł jedno. Ona, nic nie mówiąc, posłała mu lodowate spojrzenie i wyjęła ciasteczko. On, z ironicznym uśmiechem na twarzy, zjadł kolejne ciastko. Ona ponownie spojrzała na niego z wyrzutem i bez słowa sięgnęła do puszki. On dokończył trzecie z kolei ciastko i zaproponował, by ostatnim poczęstowała się ona. Ona nie wytrzymała, wstając i z furią ciskając książkę na bok. On oddalił się w pośpiechu, odwracając się jednak co chwilę, by zobaczyć jej zaskoczenie. Ona znalazła na stole drugą puszkę. Pełną ciasteczek. Ciasteczek FIT. Ciasteczek, jakie będą za moment bohaterami dzisiejszego odcinka.

Są takie produkty, wobec których jestem mało obiektywna. Nie wyobrażam sobie, że mogłoby ich nie być w domu, że mogłabym ich nie jeść, nie używać… Takim nieodzownikiem w kuchni są dla mnie płatki owsiane. Owsianka z dzieciństwa wcale nie kojarzy mi się z czymś paskudnym, przeciwnie – uwielbiam ją do dzisiaj! Gęstą, bez dodatków, taką, jak ta zajadana po powrocie z saneczkowania (a w TV nadawali wtedy francuski serial animowany „Biały delfin Um” – wspaniała opowieść dla dzieci!). Lubię także płatki owsiane zalane ciepłym mlekiem i pokrojonym w plasterki świeżym bananem, rodzynkami lub suszoną żurawiną. Pyszności! Płatki owsiane – czyli bogactwo witamin i minerałów, źródło błonnika, cennych kwasów tłuszczowych. Jemy je i stajemy się zdrowsi – od razu!
W ten sposób płynnie przechodzimy do fit ciasteczek, a właściwie batona pociętego na małe porcje, którego podstawą są górskie płatki owsiane. Zdrowa przekąska do szkoły, pracy, na wycieczkę, którą bardzo polubicie, a Wasze dzieci – będą za nią przepadać.

Będziecie potrzebować:
- 3 dojrzałe banany;
- garść suszonych daktyli (bez pestek);
- 1 szklankę płatków owsianych (górskich, nie błyskawicznych!);
- 2 łyżki oleju kokosowego (składnik konieczny i niezastępowalny!);
- 1 łyżka miodu (najlepiej ciemnego – sosnowego lub kasztanowego, ale np. gryczany się nie nadaje)
oraz dodatki (wedle posiadanych zasobów i upodobania) – łącznie ok. 450 g:
- mieszanka dowolnych płatków zbożowych;
- suszone owoce: rodzynki, żurawina, morele, banany…
- orzechy włoskie;
- pestki dyni, słonecznika;
- len mielony;
- sezam;
- orkisz ekspandowany lub jaglanka ekspandowana
Banany z daktylami należy zblendować – to będzie baza i spoiwo, bowiem naszych ciasteczek NIE PIECZEMY! Masę przekładamy do miski i dodajemy resztę składników i dodatki. Mieszamy, podsypując płatkami owsianymi, aż do uzyskania dość gęstej masy.
Blaszkę o wymiarach 25 x 35 cm wykładamy papierem pergaminowym. Przekładamy całą mieszaninę do blaszki i dość mocno i dokładnie uciskamy dłonią lub drewnianą łopatką. Chodzi o uzyskanie możliwie twardej i równej masy. Całość należy przykryć folią spożywczą i włożyć do lodówki na kilka godzin (najlepiej pozostawić na noc).
Po kilkugodzinnym chłodzeniu baton możemy wyjąć z blaszki. Następnie kroimy go na nieduże kawałki i tak wykrojone ciasteczka chowamy do pudełka lub puszki.
Nie trzeba ich ponownie chłodzić – dzięki zastosowaniu oleju kokosowego – zresztą bezwonnego i bezbarwnego – ciastka zachowają właściwą konsystencję i będą cieszyć oko i podniebienie. Przynajmniej do czasu, kiedy ostatnie nie zniknie z puszki. A wtedy… może przydarzy Wam się to, co naszej bohaterce z opowieści „z życia wziętej”.

Bawcie się dobrze przygotowując te niezwykle zdrowe i naprawdę wspaniale smakujące fit ciasteczka i zajadajcie się do woli! To absolutnie rewelacyjne połączenie przyjemności jedzenia i higieny odżywiania!
Do zobaczenia za tydzień!
No wreszcie przepis jaki lubię! Pycha! Siemię lniane lepiej zmielić samemu, bo tylko 30 minut po zmieleniu zachowuje wartości odżywcze😊
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Się rozumie samo przez się, że siemię musi być świeżo zmielone. Takie jest najlepsze.
PolubieniePolubienie