Dzisiejszym odcinkiem rozpoczynamy cykl o świątecznych wypiekach. Wszak za niecały miesiąc Boże Narodzenie! Na początek spoglądamy kilka dni wstecz, do 25 listopada. Bo zgodnie z wielowiekową tradycją to właśnie w dniu św. Katarzyny Aleksandryjskiej – patronki piekarzy – rozpoczyna się wypiek katarzynek, najsłynniejszych pierników. Katarzyna Aleksandryjska nie bez powodu wspiera także kolejarzy, literatów, adwokatów i uczonych. Bez wątpienia te profesje – podobnie jak zawód piekarza – wymagają wyjątkowych umiejętności i talentów oraz szczególnego zaangażowania i cierpliwości. A zatem, moi Drodzy, piernikowanie czas zacząć!
Od dziś nasze domy będą pachnieć cynamonem, goździkami, imbirem, kardamonem, anyżem i gałką muszkatołową. Wszystko po to, by nam było miło, a nasze wspaniałe pierniki spokojnie dojrzały do Świąt Bożego Narodzenia.

Podam sprawdzoną i bardzo prostą recepturę. Pierniczki – zapewniam Was – będą pyszne. Potrzebujecie specjalnej foremki do katarzynek. Ja swoją kupiłam w Toruniu (oczywiście!), ale wiele sklepów internetowych ma takie w ofercie.
Składniki:
- 250 g mąki;
- 2 łyżki miodu;
- ½ szklanki cukru;
- 1,5 łyżeczki sody oczyszczonej;
- 2 łyżki przyprawy piernikowej (drobna uwaga na końcu artykułu);
- 2 łyżki masła;
- 1 jajko;
- 3 – 4 łyżki ciepłego mleka;
- 1 łyżka dobrego, dość mocnego alkoholu – wódka lub rum będą odpowiednie (alkohol dodajemy, ponieważ nie tylko wzmocni aromat naszych pierników, ale także przedłuży ich świeżość – czyli same pozytywy!).
Mąkę należy przesiać do miski, wlać podgrzany wcześniej, gorący miód i wymieszać (masa powinna przypominać kruszonkę). Następnie dodajemy cukier, sodę, przyprawę piernikową, masło, jajko i mleko (stopniowo, po jednej łyżce). Zagniatamy na jednolitą masę.
Ciasto należy rozwałkować na placek o grubości ok. 0,5 cm, delikatnie podsypując mąką. Foremką wycinamy katarzynki.
Blaszkę wykładamy papierem do pieczenia i układamy pierniczki zachowując niewielkie odstępy (będą rosły) i smarujemy jajkiem roztrzepanym z 1 łyżką mleka. Pieczemy 10 – 12 minut w piekarniku nagrzanym do 175°C.
Mamy katarzynki, jakich nie powstydziłby się żaden z toruńskich cukierników. Teraz mogą odpoczywać do Świąt. Nie przejmujecie się, że zaraz po upieczeniu katarzynki będą miękkie. To trochę pułapka, w którą wpadają łasuchy – zjadają je od razu. A pierniki stwardnieją po ostygnięciu, a z czasem, zamknięte w pojemniku lub puszce, odpowiednio zmiękną i staną się kruche. Można je również polukrować – wedle życzenia i gustu.

Życzę Wam radości z piernikowania. U nas w domu to pewny sygnał, że Boże Narodzenie tuż, tuż. Za tydzień zapraszam na dalszy ciąg przedświątecznego pieczenia!
PS. kupując przyprawę piernikową warto zwrócić uwagę na jej skład – czasami dodawana jest do niej mąka (niestety!). Dlatego najlepiej jest przygotować ją samemu z przypraw, które najbardziej lubicie albo pamiętacie, jaką robiła Babcia. Do przygotowania wystarczy dobry młynek lub moździerz i wyobraźnia!
Zrobiłam! Pyszne!!!!!
PolubieniePolubienie
Nasze nabierają smaku i kruchości!
PolubieniePolubienie