Poszukiwanie kulinarnych inspiracji to fascynujące zajęcie. Posiadam kolekcję wspaniałych książek kucharskich – kupuję je i dostaję od przyjaciół. Wiedza w nich zebrana – bezcenna, chociaż dziś w zasadzie wszystko (prawda?:)) można znaleźć w Internecie, ale książka to zawsze książka. Tę moją pierwszą dostałam od Taty, kiedy miałam 12 lat.

Książka wydana w 1980 r. przez Krajową Agencję Wydawniczą, kosztowała 35 „tamtych” złotówek. Przeczytałam ją wiele, wiele razy. Może to już wtedy obudził się we mnie smakosz i pragnienie, by w przyszłości także napisać książkę kucharską, bazując na własnych recepturach i przepisach. Hmm, trzeba się nad tym zastanowić!
W książce znajdują się przepisy na dania i potrawy, które dawniej przygotowywałam z Mamą i siostrą dosyć często. Jak np. ten ze strony 24:

Wrócę do niego jeszcze kiedyś, obiecuję. Bo wypracowałyśmy kilka własnych patentów!
A teraz do rzeczy, a właściwie do dania głównego dzisiejszego odcinka. Bowiem w moim domu sezon od maja do lipca upływa pod hasłem KAPUSTA! A jeśli kapusta, to – choć nie cierpię wstępnej obróbki tego dania, a wykręcić z niego się nie mogę – ulubione przez wszystkich nas (choć może Antoś jest wyjątkiem) GOŁĄBKI KRÓLEWSKIE!
Gołąbki, w niektórych regionach (i przez moje Babcie) nazywane kapustą faszerowaną. Danie wydawać by się mogło proste, a nawet dostępne w supermarketach jako gotowe zawekowane obiady, ale…
Bo niby nie ma określonych proporcji poszczególnych składników. Bo niby wszystko jest jasne jak słońce: kapusta, farsz mięsny z ryżem i pomidorowa omasta. Ale jednak – żeby gołąbki były królewskie warto zastosować się do kilku rad:
Po pierwsze: kapusta – nie powinna być ścisła, bo kiedy na taką trafimy, trudno będzie oddzielać liście;
Po drugie: mięso: najlepiej sprawdza się mieszane, np. drób z wołowiną, ewentualnie wieprzowina z wołowiną i drobiowym dodatkiem. Mięso najlepiej doprawiać mieszanką ziół z ostrą papryką, tymiankiem, cząbrem i ząbkiem czosnku. Sól i pieprz wedle własnego uznania;
Po trzecie: ryż jako bardzo istotny składnik farszu – nie gotujemy go, tylko wsypujemy twardy „surowy”. Rekomenduję ryż włoski typu arborio – świetnie wchłania płyny, oddaje smaki, zawsze jest miękki, nie daje się go łatwo rozgotować. Nawet kiedy będziemy podgrzewać nasze pyszne gołąbki – wiadomo, nasi panowie i dzieci będą chcieli to samo zjeść na kolację lub następnego dnia, a przecież dania z kapusty im więcej razy podgrzewane tym lepsze!
Po czwarte: dodatki do zalewy (nieobowiązkowe, ale u nas są zawsze – w końcu to… tak, tak – królewskie gołąbki!) – a więc świeża czerwona papryka, która w tym roku trzyma wysoką cenę, prawda? Papryka pokrojona w paski i upchnięta w garnku pomiędzy gotowe gołąbki. Do tego świeże pomidory (ewentualnie z puszki – całe, bez skórki) i …wędzony bekon w cienkich plastrach. Do tego dokładam czasem kawałki hiszpańskiej kiełbasy chorizo, zdecydowanie wpływa na podniesienie walorów smakowych całego dania.
I piąta rekomendacja – nigdy nie zagęszczajcie sosu pomidorowego do gołąbków. Niech to będzie delikatna, aksamitna kąpiel dla naszych królewskich przysmaków w kapuście. Świetnie sprawdzają się w tej roli przeciery z wolnoobrotowej wyciskarki do soków, własne wywary z pomidorów lub sprzedawane w sklepach skondensowane przeciery.
W tym miejscu pojawia się pytanie zasadnicze – jak to smakuje? Odpowiedź jest jedna: megaśnie! I nie przejmujecie się, że nasza, polska kapusta jest już twardawa, ciężko ją spreparować. Mamy w sklepach i na straganach dostępną bez problemu kapustę włoską, która świetnie nadaje się do przygotowania małych, zgrabnych gołąbków. Te na zdjęciu poniżej – z ostatniej niedzieli – nie były zupełnie małe, ale zjedliśmy wszystkie!

To tyle na dziś. Na koniec jeszcze zaproszenie do odwiedzenia targów książki kulinarnej, które już w przyszłym tygodniu będą się odbywać w Warszawie. Ja się wybieram! Z Hanią!
Ach jak smakowicie wyglądają! Zrobię w tym tygodniu i pochwałę się dziełem!
PolubieniePolubione przez 1 osoba
No właśnie myślałam o tym żeby zrobić gołąbki. A te wyglądają wspaniale.
PolubieniePolubione przez 1 osoba