Przygoda z gotowaniem? Moja zaczęła się bardzo (bardzo) dawno temu. Pochodzę z rodziny, w której (jak mi się wydaje) kobiety zawsze świetnie gotowały. Obie moje babcie miały „smak”, który bardzo trudno dziś powtórzyć. Te pierogi, zupy, gołąbki (zwane „kapustą faszerowaną”), ciasta i desery… Mmmm! Z dzieciństwa pamiętam także kruche ciasteczka z cukrem. Pieczone oczywiście w prodiżu, o nieregularnych kształtach. Takie niby z resztek ciasta, które zostawało po upieczeniu jabłecznika. Rozpływały się w ustach, a z lekko przestudzoną herbatą, szczególnie z plasterkiem cytryny (nie zawsze się udawało!), smakowały po prostu OBŁĘDNIE!
Dziadek mawiał, że dobra kuchnia to nie tylko dobre obiady. Sam był łasuchem jakich mało i potrafił zjeść naprawdę konkretną porcję ciasteczek.Do tematu ciasteczek jeszcze wrócę i kiedyś opowiem o nich więcej.
Na ten pierwszy raz wybrałam jednak historię o pierwszym razie i jego następstwach. A więc…
Zastanawiałam się kiedy i w jakich okolicznościach rozpoczęła się moja kulinarna podróż. Wprawdzie, odkąd pamiętam, lubiłam pomagać babciom i mamie w kuchni, ale TO zdarzenie jest wyjątkowe. To ciasto, które upiekłam całkiem sama pierwszy raz i w dodatku na pierwszą randkę!
Czasu było mało, a i produktów niewiele. Mąka, jajka, cukier i… rabarbar (w reklamie pewnego napoju jelenie śpiewają: „i oczywiśnie – RAABAARBAAAR!” – Boższsz, kto to wymyślił?).
Tak, rabarbar, czyli rzewień, pospolite warzywo z rodziny rdestowatych, stało się powodem do zafascynowania mojego chłopaka (później narzeczonego, teraz męża) szczególnymi talentami. Pewnie dlatego, że rabarbar był piękny, czerwony, dojrzały, prosto z ogrodu. Podobny do tego ze zdjęcia, zrobionego przez Katia Grimmer-Laversanne

A ciasto? To był zwyczajny biszkopt z rabarbarem i lukrem na wierzchu. Ale… serce skradłam na dobre i do dziś „rabarbarowiec” często gości w naszym domu – choć nie wszystkie dzieci za nim przepadają.
A zatem, skoro moja randka przy rabarbarowcu była tak skuteczna, może i Wam się uda?
Pora więc na przepis:
SKŁADNIKI:
- 6 lub 7 jaj (dużych, „L”)
- 3/4 szklanki cukru
- 3/4 szklanki mąki
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 1 łyżka octu jabłkowego (podobno sprawdza się ocet z bananów, ale nie tak często można go spotkać w naszych sklepach)
- szczypta soli (o szczypcie opowiem za kilka wpisów)
PRZYGOTOWANIE:
Białka ubij z cukrem. Dodaj żółtka, mąkę, proszek i ocet. Masę wlej do formy – ja preferuję dużą, okrągłą formę silikonową (średnica ok. 26 cm). Na masę wyłóż umyty i pokrojony wcześniej rabarbar. Piecz ok. 30-40 min, do zrumienienia wierzchu ciasta.
Wystudzone ciasto polej przygotowanym już lukrem. Jak go zrobić, żeby wyglądał i smakował świetnie? To bardzo proste: cukier puder wymieszaj z wrzącą wodą tak, aby miał konsystencję gęstej śmietany. I to już wszystko!
Ach, warto jeszcze pamiętać, że czerwona herbata typu rooibos idealnie podkreśla smak ciasta. I nie przesłódźcie herbaty, nawet jeśli ten Wasz Jedyny woli słodszą (niektórzy twierdzą, że gdyby Pan Bóg chciał, żeby herbata była słodka, to taką by ją stworzył:))
Życzę Wam smakowitości! Do następnego razu!
Ach jakże cieszę się na ten blog! Z dzieciństwa pamiętam jak jedliśmy łodygi maczając je wpierw w cukrze! Ciasto zrobię jak kupię na ryneczku rabarbar! PS. Zawsze mogę pokazać palcem jak pan nie zrozumie….
PolubieniePolubienie
Fajnie ,że to piszesz.Spodziewam się wielu super przepisów sprzed lat.Pozdrawiam
PolubieniePolubienie
Robert, chciałabym na pewno podać Twój przepis na pizzę a’la Mikaszówka. I pączki z kapusty made by Pani Kazia. Podzielisz się recepturami?
Serdeczności!
PolubieniePolubienie