Tak, tak, wszystko wiem. Dawno nas nie było, większość stałych Czytelniczek i Czytelników być może już zrezygnowała z odwiedzania tego bloga, a jeżeli nie, to wszystkie z zaproponowanych tutaj przepisów na potrawy, desery czy przetwory zostało przez Was, moi Drodzy, przygotowanych, wypróbowanych i zjedzonych. Jednak jeśli pomyśleć o powrotach gwiazd muzyki pop albo dawno nie oglądanych aktorach, to naprawdę – ta kilkumiesięczna nieobecność z nowymi pomysłami jest tylko krótką przerwą. Nie myślcie także, że próżnowałam w tym czasie blogowej absencji: badałam, poszukiwałam i włączałam do naszej domowej diety nowe receptury. Jest ich sporo, bo i nasza kuchnia nieco się zmieniła… Może nie radykalnie, ale jemy dziś inaczej, niż te kilka lat temu, kiedy zaczynałam przygodę z blogosferą. Co nie znaczy, że odrzucam tamte przepisy – po prostu mamy coś nowego do zaproponowania. I dzisiaj będzie to seler.
A jeżeli seler, to zacznijmy od tego, że to naprawdę jest warzywo. Podczas gdy większość „warzyw”, które kupujemy, tak naprawdę są owocami, to seler jest jednym z niewielu, które owocem nie jest! Seler jest bowiem śródziemnomorskim członkiem rodziny pietruszki, z której pochodzą również pasternak i marchew. Istnieją trzy główne odmiany selera: seler łodygowy (to, o czym myślimy jako o selerze), seler korzeniowy (seler bulwiasty, gdzie uprawia się go dla skrobiowego korzenia) i seler liściowy (zwany również selerem chińskim) – ten typ ma cienkie łodygi, które są w środku puste. Częścią jadalną jest zarówno gruby, bulwiasty i spichrzowy korzeń, jak i też liczne i zazwyczaj pierzaste liście.


Selera uprawia się w krajach basenu Morza Śródziemnego, a także w Europie Zachodniej i Środkowej oraz w Azji. Można go także spotkać w Afryce Południowej i w krajach Ameryki Południowej. W starożytnym Egipcie uprawiano go już 900 lat p.n.e. Z liści selera pleciono tam wieńce żałobne, a z czasem seler stał się także symbolem olimpijskich zwycięstw.
Już starożytni zauważyli, że seler to ważny składnik diety, dostarczający wielu korzyści zdrowotnych w tych okresach roku, gdy dostępnych jest niewiele świeżych produktów. I mieli rację, bowiem seler zawiera w sobie zdumiewającą liczbę witamin i minerałów. Seler jest bogaty w błonnik i witaminy A, C, E, B oraz PP oraz K, a także witaminę C, której w tym wspaniałym warzywie jest dwa razy więcej niż w niejednym owocu cytrusowym! Szybko więc odkryto, że spożywanie selera jest pomocne w zapobieganiu różnym chorobom. Starożytni Grecy używali nasion selera jako lekarstwa na grypę i przeziębienia. Jak podaje portal cookit.pl „warzywo posiada także w sobie kwas foliowy, magnez, żelazo, wapń, cynk, potas oraz fosfor, którego jest najwięcej. Seler polecany jest osobom przebywającym na diecie, ponieważ 100 gram warzywa posiada tylko 7 kalorii. Spożywanie selera może działać uspokajająco, odstresowująco oraz przeciwdepresyjnie. Warzywo posiada także właściwości przeciwbólowe, przeciwzapalne, a także oczyszczające, ponieważ zjedzenie selera oczyszcza organizm człowieka z toksyn. Warto pić sok z selera, chociaż jedną szklankę dziennie, ponieważ pomaga on w zachowaniu pięknej skóry i włosów. Dzięki temu warzywu można pozbyć się zapalenia dróg oddechowych.” A to seler!
Pierwotnie seler był spożywany tylko zimą i wczesną wiosną. Kulinarnie upodobali sobie selera Rzymianie (dla których był on także środkiem na leczenie kaca oraz… afrodyzjakiem!), a siedemnastowieczni Włosi, dzięki różnym modyfikacjom, wyhodowali selera bez psującej smak goryczy. Dodam jeszcze – choć to oczywistość – że selera do Polski sprowadziła królowa Bona, w koszykach z pozostałymi jarzynami, które utrwaliły się w naszej rodzimej kuchni jako włoszczyzna.
Ponieważ seler to warzywo wszechstronne, zajmiemy się nim w sposób analityczny. Zaczniemy od korzenia, który choć nie wygląda pięknie, ma szary lub żółtawy odcień, to jest źródłem wielu kulinarnych radości. Robi się z niego frytki lub inne chrupiące przekąski, dodaje do sałatek, etc. Seler z powodzeniem stosowany jest również jako przyprawa, która wzmacnia smak wielu potraw. My dodajemy go do mieszanek warzywnych w stylu azjatyckim. Ale dziś usmażymy przepyszne kotlety z selera, które są niezwykle popularne w kuchni austriackiej i szwajcarskiej.
Zabierajmy się zatem do gotowania, tzn. do smażenia!
Najpierw uwaga: kiedy zdecydujecie się na zakup bulwy selera sprawdźcie, czy jest twarda i czy nie została uszkodzona mechanicznie lub nadgryziona przez szkodniki.
Będziemy potrzebować:
- seler korzeniowy – ja wolę mniejsze, wtedy jest pewność, że w środku nie będzie dziur. Powiem tylko, że z dwóch średniej wielkości bulw otrzymałam ponad 10 kotletów!
- woda lub bulion warzywny,
- mąka,
- jajka,
- bułka tarta do panierowania – my domieszaliśmy do bułki odrobinę sezamu oraz płatków migdałowych, efekt był bardzo ciekawy!
- sól i pieprz,
- olej do smażenia
Jak to robimy?
Przed obraniem bulwy selera należy ją dokładnie wyszorować. Zawczasu warto przygotować sobie miskę z wodą z dodatkiem soku cytrynowego, ponieważ miąższ selera szybko się odbarwia, co wpływa na jego urodę i apetyczność.
Wyszczotkowanego selera trzeba pokroić w plastry, ok. 1 – 1,5 cm grubości. Obgotować, pamiętając, że nie mogą być zbyt miękkie, raczej sprężyste i jędrne. Trzymając się naszej ulubionej nomenklatury włosko-makaronowej gotujemy selera al dente. Po obgotowaniu odsączamy plastry i studzimy je na sicie. Obieramy ze skóry (można to zrobić przed gotowaniem, ale wtedy operacja jest znacznie utrudniona).

Dalej jest już bardzo zwyczajnie: przygotowujemy kotlety do smażenia, postępując tak, jak z klasycznymi kotletami lub sznyclami Obtaczamy każdy krążek w mące, potem w jajku, a na koniec w bułce tartej. Na patelni rozgrzewamy olej i smażymy z obu stron do zrumienienia na złoty kolor.



Uwaga, ogień nie może być zbyt duży, bo panierka zacznie się szybko przypalać, a seler nie uzyska temperatury ani efektu smażenia. Nie może być też zbyt mały, bo kotlety się nie usmażą, tylko ugotują, a przecież nie o to nam chodzi.


Po kilkunastu minutach wszystkie kotlety są gotowe. Można je podawać z sałatą z mieszanki sałat lub ze szpinakiem baby doprawionym podprażonymi migdałami z oliwą i słodkim sosem chilli. Można też zetrzeć marchewkę i zrobić z niej wytrawną surówkę z chrzanem i majonezem, która doskonale uzupełni menu z selerowymi kotletami w roli głównej. Dodatki pozostawiam Waszej inwencji i smakom. A jeżeli chodzi o samego selera, to jeszcze do niego wrócimy!
Smakowitości wszystkim życzę!