Smak orientu w europejskim stylu, czyli śmietanowo-serowa tarta z kalafiorem

dnia

Wracamy! Covid-19 zmienił wiele w naszym codziennym życiu, także w kulinarnych poszukiwaniach, pomysłach i próbach. Bo dzieci się zjechały (co nie znaczy, że wcześniej były rozjechane, po prostu chłopcy powracali z Wrocławia i Warszawy). Więc poszukujemy, wymyślamy i testujemy. Bo po tych kilku latach, kiedy jednego mieliśmy raz na tydzień, a drugiego raz na miesiąc (albo rzadziej) okazało się, że coraz więcej potraw, jakie serwowałam w domu, jest akceptowalne nie przez wszystkich! Nie chodzi o pozycje będące filarami naszego menu (większość smaków Italii), ale też nie codziennie da się przyrządzać i podawać spaghetti (klasyka!) lub pizzę (choć w tym przypadku zdania są podzielone, chłopcy daliby radę). A że nie cieszy ich i nie satysfakcjonuje tzw. talerz ciepłej zupy, a do tego tydzień do tygodnia obiady też powinny się różnić, od ponad dwóch miesięcy nasza kuchnia stała się poligonem! Zatem zapraszam Was na przepyszną tartę śmietanowo- serową z kalafiorem. Odlecicie!

Na początek kilka słów o kalafiorze, do którego mój mąż ma stosunek osobisty, żeby nie powiedzieć profesjonalny. Otóż na przełomie lat 80 i 90 ubiegłego (hmm, dawno to było), Paweł pracował w kombinacie warzywniczym w niemieckim Zittau. Praca nie była lekka, bo zaczynali przed świtem, a kończyli chwilę przed zamknięciem sklepów w mieście, do którego z ośrodka, gdzie mieszkali było kilka kilometrów. Na śniadanie w stołówce kombinatu jadali 2 gotowane jajka albo jedną parówkę (koszt: 2 DM, potrącane z wypłaty), a na obiad zupę kalafiorową + drugie danie z kalafiorem (koszt: 2 DM, potrącane jw.).  W przerwach jedli kalafiora na surowo, a na kolację – kalafiora na 100 sposobów, z tym lub z tego, co udało im się wygospodarować. Aha, nie dodałam, że zajmowali się zbieraniem kalafiora: normą dzienną było 1000 kartonów zapakowanych sześcioma dużymi lub ośmioma mniejszymi kalafiorami. Kalafiory wycina się za pomocą długiego na ok. 40 cm noża z wygiętym, ząbkowanym ostrzem, kwiat odcina się dwoma uderzeniami noża, a trzecie służy do przycięcia liści. I właśnie – tu krył się sekret świeżości: liście miały otulać kwiat jak płatki w pąku. W Polsce ten system przyjął się niedawno, pamiętacie, że kalafiora kupowało się dokumentnie oskubanego z liści, który miał tę właściwość, że obsychał ekspresowo i równomiernie. Ale wracając do Zittau: warto było! Po powrocie, za zarobione dewizy odchudzony Paweł kupił sobie wymarzoną wieżę UNITRA oraz dżinsy Wranglera w Pewexie. I zostało mu jeszcze tych „prawdziwych niemieckich marek” na kilka kaset i jedną płytę CD! Doszło tylko do zgrzytu przy pierwszym obiedzie, kiedy jako dodatek do drugiego dania mama podała… gotowanego kalafiora z bułką tartą podsmażoną na maśle. Bo „Paweł zawsze takiego bardzo lubił!”😊 Niemiecka przygoda z kalafiorami trwale zapisała się w naszych domowych opowieściach, a charakterystyczne hasło i logo „Frische Gemüse aus der Oberlausitz” rozpoznajemy do dziś na skrzynkach z warzywami wstawianymi do niektórych sieci marketów oraz na samochodach dostawczych w Niemczech…

A więc najpierw kalafior! To niezwykłe, o wyjątkowych walorach smakowych warzywo pochodzi prawdopodobnie z Bliskiego Wschodu. Już starożytni Grecy i Rzymianie znali i  doceniali kalafiora. Ale później na długo zapadł w zapomnienie. W Europie kalafiora odkrywa się dopiero w XVI wieku dzięki włoskim żeglarzom, którzy sprowadzili go z Lewantu (czyli krajów położonych nad wschodnią częścią Morza Śródziemnego, od Egiptu po Turcję). We Francji kalafior stał się szczególnie modny w XVII w. dzięki ogrodnikowi Ludwika XIV, La Quintinie, który importował nasiona z Cypru. To dzięki jego pomysłowości, po kilku latach udało się wysiać pierwsze zagony europejskiego kalafiora. Kalafior zyskał jeszcze na popularności za panowania króla Ludwika XV. Do końca XIX w. we Francji, która stała się jednym z wiodącym producentów tego warzywa, wyhodowano blisko dwadzieścia odmian kalafiora.

tarta kalafior_07

A co z naszą słynną tartą z kalafiorem? Zapraszam do kuchni!

Będziemy potrzebować:

  • 400 ml śmietanki 30% lub 36%;
  • 4 żółtka;
  • 6-7 łyżek tartego parmezanu;
  • połowę świeżego kalafiora;
  • 100 g twardego sera, typu gouda lub edamski;
  • 100 g sera pleśniowego, może być gorgonzola, camembert kozi, jaki macie i lubicie;
  • sól i pieprz, przyprawa curry;
  • ciasto francuskie lub kruche

Jak to robimy?

Kalafiora, najlepiej świeżego należy podzielić na różyczki. Posypać curry, solą i pieprzem, smażymy na patelni do grillowania aż zmięknie, ale nie będzie się rozpadał. Ma być al dente. Ciasto francuskie lub kruche należy najpierw podpiec w temp. 180°C. Profesjonaliści zalecają obciążenie ciasta, np. suchą fasolą. Tutaj wolę jednak rustykalną formę więc pomijam ten element, ale zróbcie jak uważacie.

tarta kalafior_01

Na podpieczony spód wykładam cudnie zrumienionego kalafiora i zalewam masą śmietanowo-serową. Na wierzch układam pokrojony w plastry lub pokruszony ser pleśniowy.

Całość piec przez 30 – 40 minut. Masa musi się upiec, zrumienić, ale nie może być za bardzo zwarta. Zbyt mocno upieczona nie będzie puszysta ani delikatna.

tarta kalafior_06

Niektórzy twierdzą, że to danie ma wiele wspólnego z kuchnią indyjską, a szczególnie z regionem Keralu. Faktycznie, można w nim odnaleźć orientalne nuty – choćby przyprawa curry daje posmak Wschodu. Jednak jego popularność we Francji, Wielkiej Brytanii oraz zastosowanie europejskich składników, sprawiły, że przyznaje się do niego wiele regionów Starego Kontynentu. Jakkolwiek by było myślę, że to danie na stałe zagości w naszym menu, szczególnie w sezonie kalafiorowym. Choć do przygotowania tarty można użyć także kalafiora zamrożonego, ale wówczas polecam, aby zawczasu samemu zadbać o zapasy. 

Jest to idealne i proste danie na weekendowy brunch i może być podawane z mieszanką sałat, rukolą albo listkami szpinaku.

Życzę Wam smacznego, a póki co, ciągle jeszcze #zostanwdomu. Do następnego razu!

 

Dodaj komentarz