Włoski wieczór gier, czyli pizza neapolitańska

dnia

Mija tydzień od Międzynarodowego Dnia Pizzy, a my dopiero dziś zdołaliśmy dokończyć montaż filmu, który zarejestrowaliśmy podczas naszego włoskiego wieczoru gier u Anety, Marka i Kamila. Cóż, jak mówią klasycy: w walce człowieka z techniką trzeba trzymać stronę człowieka, więc czekaliśmy, aż nasz wspaniały Realizator, który nie spał kilka nocy (dopasowując formaty, wyrównując dźwięk – nagrywany przecież live! i robiąc innych wiele magicznych zabiegów), zdołał dopełnić montażu. A zatem jesteśmy, mamy film i zapraszamy na pizzę neapolitańską!

W sobotę powinna być pizza.” – takie zdanie wygłasza co tydzień moja Rodzina. Przyznaję, że czasem, kiedy jesteśmy zabiegani wokół różnych spraw, korzystamy z oferty pizzerii – mamy jedną ulubioną przy ul. Nowobielańskiej w Skierniewicach (i co najmniej jedną w Warszawie😊), a w jej menu – jedną naszą ulubioną pizzę. „Lubimy” – z moim osobistym zastrzeżeniem, które poznacie, kiedy obejrzycie film, jaki nagraliśmy przed tygodniem u Anetki, Marka i Kamila. A więc czasami zamawiamy pizzę w lokalu, ale najczęściej robimy ją sami i sami pieczemy. Jest naprawdę bardzo, bardzo smaczna!

A więc pizza neapolitańska. Wymaga ona cierpliwości i – jak wszystkie dania włoskie – kilku (niewielu) bardzo dobrej jakości składników. Przepis pochodzi z samego Neapolu, choć my testowaliśmy ją w Soncino, które leży w okolicach Mediolanu. Ale, być może, tamtejsza Mamma – właścicielka i patronka lokalnej pizzerii jest neapolitanką? Kto wie?

Będziemy potrzebować:

  • 0,5 kg mąki typu 00 (mam to szczęście, że dostarcza mi ją moja Mama, prosto z Włoch😊 Ale w sprzedaży w naszych marketach też są mąki specjalnie do pizzy, sprawdzone, można używać!)
  • 300-330 ml ciepłej wody
  • 1 gram suszonych drożdży
  • 1 łyżeczka soli

Jak to robimy?

Zagniatamy gładkie, elastyczne ciasto, wlewając wodę stopniowo. Lekko posmarowane oliwą odstawiamy w ciepłe miejsce na 2 godziny. Po tym czasie dzielimy na 3 porcje. Formujemy kulę i znów odstawiamy na minimum 4 godziny. Wiem, wiem, Wasza cierpliwość już została wystawiona na próbę😉, ale obiecuję nagroda będzie sowita! Uwaga! – tego ciasta nie wałkujemy, to bardzo ważne, wyciągamy delikatnie, żeby nie porwać i pozwalamy działać grawitacji. Dzięki temu ciasto jest bardzo elastyczne i udaje się rozciągać na blaszce (wyłożonej pergaminem) bez większych problemów. To oczywiście kwestia wprawy, ale zapewniam Was – nie taki włoski diabeł straszny…

Teraz czas na dodatki do pizzy. Nasz włoski dziadek mówił: im mniej, tym lepiej, za to jakość, jakość, jakość! Musi być pierwsza klasa – nie oszczędzajcie na nich! A więc:

  • passata pomidorowa doprawiona wedle uznania lub (jeszcze lepiej) siekane pomidory do posmarowania,
  • ser mozzarella lub inny dobrze topniejący ser, ale taki, który nie będzie twardniał,
  • i teraz najważniejsze – do wyboru polecam: szynkę – prosciutto plus ewentualnie ruccola, bekon, salami rosetti z oliwkami, włoską mortadelę z pistacjami, dobrej jakości tuńczyka, kawałki grillowanej piersi z kurczaka z ananasem, grillowane warzywa (polecam białą paprykę z dodatkiem bakłażana lub cukinii),
  • odrobina dobrej jakości oregano do posypania…

…i do pieca! Nagrzanego maksymalnie, jak tylko się da. Pizza potrzebuje uderzenia gorąca! Zobaczcie, jak pięknie rosną brzeżki, ser się rozpuszcza lekko skwiercząc i bulgocząc, w kuchni zaczyna obłędnie pachnieć. Za 7-10 minut zjecie prawdziwą włoską pizzę!

Oto przemiany: od placka z dodatkami do pizzy:

A jeśli chcecie zobaczyć, jak świętowaliśmy Międzynarodowy Dzień Pizzy – robiąc właśnie pizzę neapolitańską – zapraszam na film: https://youtu.be/a_vwnwx1fhY

Dziękujemy za zaproszenie naszym Przyjaciołom😊

neapolitana_family

Następnym razem – kontynuując włoskie przygody – zjemy spaghetti w zupełnie innym stylu😊

Do zobaczenia! Ciao!

Dodaj komentarz