Ekopiknikowe szaleństwa przetworowe

Sezon przetwórczy, jak dla mnie, jeszcze w pełni. I choć czasu mało, udało mi się już schować do słoików paprykę – słodką, czerwoną, hiszpańską. Wiecie już, że taką lubię najbardziej. Dzięki dobrym ludziom zapełniłam już także drewniane skrzynki konfiturami z wiśni, czarnej porzeczki i borówki amerykańskiej. I jeszcze moje ukochane śliwki. Prawdziwa węgierka oznacza prawdziwe powidła. Zimą ciasto kruche z migdałami i kruszonką ociepli wieczory. Czeka mnie zbiór szarej renety. A do tego nalewki. Mamy już jagodę kamczacką z wanilią i kardamonem, dereniówka nastawiona, a jutro zaczynamy obróbkę pigwowca. To będzie długi sezon!

Marzę o dużej spiżarni, w której zmieszczą się wszystkie moje skarby (Iwonka wie, o czym mówię, bo u niej to prawdziwy skarbiec!). I wciąż uważam, że domowe przetwory mają w sobie coś magicznego, coś co przywołuje wspomnienia z dzieciństwa. I także przywiązanie do tradycji. Chociaż dziś słoikuje się inaczej i robi inne specjały.

A właśnie… w minioną niedzielę miałam ogromną przyjemność uczestniczyć w warsztatach kulinarnych. Wszystko w ramach Ekopikniku 2018, cyklicznej imprezy odbywającej się w Warszawie, w tym roku na terenie Multimedialnego Parku Fontann. Doświadczenie niezwykłe. Po pierwsze – bo w dobrym towarzystwie – pozdrawiam Cię Kasiu! Z Tobą ta niedziela była wielokrotnie bardziej przyjemna! Po drugie – warsztaty, które promowały stołeczną kampanię Wiem co jem. Po trzecie – robiłam przetwory pod okiem mistrzyni Maryli Musidłowskiej. Jak mówi sama o sobie: kocha chaos, nadmiar i smak. Wszystko, jak w wielkim kotle, łączy na co dzień: bywa scenografką, stylistką, artystką, dziennikarką specjalizującą się w tematyce kulinarnej i wnętrzarskiej, autorką i współautorką kilkunastu programów kulinarnych, właścicielką klubokawiarni Bílý Koníček w Muzeum Etnograficznym w Warszawie (informacje zasięgnęłam z WP Kobieta). Pani Maryla urzekła mnie wiele lat temu eksperymentami w kuchni włoskiej. To było chyba przed 10 laty, stary program: „MamMaryla” albo „Maryla al dente”, emitowany na kanale KuchniaTV… A w nim podróż i poznawanie Włoch. Oto moje nieustanne inspiracje i rozkochiwanie we włoskim jedzeniu. Teraz miałam wreszcie możliwość zobaczyć i osobiście asystować jednej z moich idolek ze świata kuchni. Dreams come true!

the_pot_bbb

A skoro już miałam taką wyjątkową okazję, to chętnie podzielę się z Wami nowym doświadczeniem. Poniżej 3 znakomite przepisy dzięki którym skutecznie zamarynujemy dynię i rzodkiewkę (to moje odkrycie jeśli chodzi o smak) oraz ukisimy buraki! Do dzieła!

PRZEPIS 1: dynia marynowana z curry (przepis domowy na 5 słoiczków o poj. 200 ml)

the_pot_05

Będziemy potrzebować:

  • 1 kg dyni;
  • 5 dkg rodzynków;
  • 2 dkg przyprawy curry;
  • 10 łyżek cukru;
  • 2 łyżeczki soli;
  • 400 ml wody;
  • 200 ml octu jabłkowego.

Jak to robimy?

Dynię umyć i pokroić na mniejsze kawałki. Obrać, wyjąć pestki i pokroić w kostkę. Włożyć do słoiczków razem z rodzynkami. Zagotować wodę z octem, cukrem, solą i curry. Gorącą zalewę wlać do słoików. Starannie zakręcić i pasteryzować 15 minut. Pestki można rozłożyć na papierze do pieczenia i wysuszyć. I już!

PRZEPIS 2: marynowane rzodkiewki (przepis domowy na 5 słoiczków o poj. 200 ml)

Będziemy potrzebować:

  • 5 małych pęczków rzodkiewek;
  • 2 ostre papryczki chilli;
  • 15 cm kory cynamonowca;
  • 15 sztuk goździków;
  • 15 sztuk ziela angielskiego;
  • 10 łyżeczek cukru;
  • 2 łyżeczki soli;
  • 360 ml wody;
  • 180 ml octu jabłkowego.

Jak to robimy?

Rzodkiewki umyć, odciąć listki i korzonek, pokroić na ćwiartki. Papryczkę i korę cynamonowca pokroić. Do słoiczków włożyć rzodkiewki, dodać przyprawy. Wodę zagotować z octem, solą i cukrem. Gorącą przelać do słoików, szczelnie zamknąć. Rzodkiewki będą gotowe następnego dnia. W takiej marynacie, bez pasteryzacji, można je przechowywać w lodówce około miesiąca. Zatem startujcie rzodkiewkowo!

PRZEPIS 3: kiszone buraki z jabłkami (przepis domowy na 5 słoików o poj. 1 litra)

Będziemy potrzebować:

  • 5 kilogramów buraków
  • 1 kilogram soczystych jabłek
  • 2 główki czosnku
  • 2,5 – 3 litry wody
  • 1 – 1,5 łyżki soli

Jak to robimy?

Buraki dokładnie wyszorować lub cienko obrać, odcinając stwardniałe końce, poszatkować. Umyte jabłka również poszatkować. Włożyć do słoików, dodać obrany czosnek, docisnąć. Zalać wodą wymieszaną z solą, całkowicie przykrywając buraczki. Postukać słoikiem żeby pozbyć się pęcherzy powietrza i jeszcze raz docisnąć. Słoje przykryć lnianą ściereczką, okręcić gumką i zostawić na kilka dni w temperaturze pokojowej, do czasu aż rozpocznie się proces fermentacji a na wierzchu zgromadzi się piana. Zbierać pianę codziennie przez 3 – 5 dni. Po kilku dniach zakwas jest gotowy. Sok jest pyszny nie tylko do barszczu ale również na surowo. Zlany można przechowywać w lodówce około miesiąca. O jego zaletach możecie poczytać np. TUTAJ.

Nie przedłużam, bo i ja i Wy (teraz już też:)) macie dużo pracy z przetworami. Zapraszam Was jeszcze do Skierniewic, gdzie w najbliższy weekend odbywać się będzie 41. Święto Kwiatów, Owoców i Warzyw. A w ramach Święta, w sobotę, 15 września o godz. 15.30, na małej scenie przy Centrum Kultury i Sztuki wystąpią dzieciaki ChAŚaki z repertuarem, który został zarejestrowany w postaci teledysków. Więcej dowiecie się i teledyski, które od soboty będą już w sieci, obejrzycie TUTAJ. Warto już dziś zasubskrybować kanał ChAŚ Media!

Do zobaczenia (mam szczerą nadzieję i ochotę, że znowu regularnie! W końcu wakacje się skończyły i czas wziąć się za pracę! Zatem miłego marynowania i do następnego razu!

Dodaj komentarz