Fasola za winogrona. Taka była wartość handlowej wymiany, którą na początku ubiegłego wieku prowadzili mieszkańcy Basso Canavese z mieszkańcami Monferrato we włoskim regionie Piemont. Czy dziś moglibyśmy w podobny sposób prowadzić handel wymienny? Nie sądzę – i to nie wyłącznie z powodu spadku wartości rynkowej fasoli. Dziś handel to przede wszystkim podatki, opłaty koncesyjne, czasem jeszcze akcyza… Pod nadzorem krajowych oraz unijnych instytucji skarbowych, przy zachowaniu norm higieny i zasad równego dostępu do rynku. Chociaż, kto wie? Może mieszkańcy położonych wysoko włoskich miejscowości do dziś prowadzą wymianę towarową? Jedni drugim dostarczają to, co mają najlepszego, otrzymując w zamian inne potrzebne, wysokiej klasy produkty lub wyroby? Do dziś przecież w wielu miejscach pięknej Italii – sama widziałam!, matrone rispettabili przygotowują codziennie w swoich kuchniach setki sztuk ravioli, które dostarczają do lokalnych sklepów i restauracji. I to jest prawdziwe, domowe, pyszne i zdrowe włoskie jedzenie.
Ale, ale, my dzisiaj nie o tym jak funkcjonują lokalne przyzwyczajenia, ale o czerwonej fasoli mamy opowiadać. A więc do rzeczy, a właściwie do historii! Specjaliści w tej dziedzinie uważają, że czerwona fasola pochodzi z Peru. Jest ona (fasola😊) częścią większej grupy o nazwie „fasola zwyczajna”, którą uprawiano już 8000 lat temu. Fasola służyła jako ważne źródło białka w diecie Indian z obu Ameryk, a rozprowadzały ją migrujące plemiona.
Pod koniec XVIII w., czyli w czasach Ameryki kolonialnej, fasola sadzona była przez hiszpańskich osadników i uprawiana głównie przez farmerów w Luizjanie. Haitańczycy, emigrujący do Nowego Orleanu, przywieźli ze sobą pikantne karaibskie przepisy na fasolę i ryż. Również właściciele plantacji położonych wzdłuż rzeki Missisipi, gdzie pracowali afrykańscy niewolnicy, przygotowywali dania z ostrą czerwoną fasolą i ryżem. Gotowano je najczęściej w poniedziałki – z dwóch praktycznych powodów: potrawy nie wymagały szczególnych przygotowań i mogły powoli gotować się na kuchence przez wiele godzin, podczas gdy farmerzy zajmowali się swoimi obowiązkami, a kobiety miały czas na np. robienie prania. Po drugie: zazwyczaj – jak i dzisiaj – rodziny przygotowywały na niedzielę duży obiad. Zatem na poniedziałek zostawały smakowite resztki: szynka i inne mięsa, które wykorzystywano do wzbogacenia potrawy. Do dziś w Nowym Orleanie i Południowej Luizjanie czerwona fasola lubiana jest tak bardzo, że uważa się ją tam regionalną własność. Na słynnej Bourbon Street w Nowym Orleanie dania fasolowo-ryżowe podawane są w barach i restauracjach (podobno bardzo tradycyjnych potraw można skosztować w lokalu Cornet pod numerem 700). Nawet słynny jazzowy trębacz Louis Armstrong wysławia fasolę w swoim temacie „Red Beans and Ricely Yours”.

Czerwona fasola zachowuje swój kształt podczas gotowania i jest bardzo wszechstronnym składnikiem: może być podawana w ciężkich potrawach – z kiełbasą lub wędzoną szynką, ale z powodzeniem jest również serwowana jako danie wegetariańskie lub wegańskie. W połączeniu z ryżem, czerwona stanowi kompletne źródło białka i dlatego jest idealna jako substytut mięsa. Fasola jest tak naprawdę używana w kuchni na całym świecie: występuje w meksykańskim chili (stąd najlepiej znamy ją u nas) oraz wielu indyjskich potrawach. Rajma masala to pikantny gulasz z czerwonej fasoli indyjskiej. W Azji popularne są lody z czerwonej fasoli – latem być może przyrządzimy tutaj ten niezwykły deser. Pamiętajcie jednak, że czerwona fasola, podobnie jak wiele rodzajów roślin strączkowych, musi być całkowicie ugotowana lub w inny sposób poddana przed podaniem obróbce cieplnej, ponieważ zawiera naturalne toksyny, które muszą zostać wyeliminowane w procesie przygotowania.
I tu wkraczamy w dzisiejszy przepis. Jest to propozycja wegetariańska lub po prostu postna, która sprawi Wam wiele satysfakcji w trakcie przyrządzania i przyjemności podczas jedzenia. Główną bohaterką jest oczywiście czerwona fasola!
Będziemy potrzebować:
- 2 puszki czerwonej fasoli;
- 1 cebulę;
- solidną łyżkę koncentratu pomidorowego;
- kilka łyżek oliwy z oliwek;
- przyprawy: sól, pieprz, tymianek, rozmaryn, chilli ostre, owoce jałowca, czubrica czerwona
Z tych składników przygotujemy wspaniale aromatyczną i pyszną pastę z fasoli, którą podamy z grzankami z chleba tostowego z dojrzewającym serem pleśniowym i grillowaną papryką hiszpańską oraz zdrową, zieloną sałatką z liści szpinaku, selera naciowego i roszponki z orzechami włoskimi lub migdałami i czosnkiem. Dlatego zanim przystąpicie do przyrządzania, zaopatrzcie się w pozostałe potrzebne składniki. Oczywiście do pasty i grzanek możecie dołożyć inne dodatki, w wersji postnej proponuję kawałki tuńczyka w oleju, a dla lubiących mięso może to być np. podsmażony bekon lub szynka parmeńska albo salami. Będzie świetnie smakować w każdej wersji.
Jak to robimy?
Fasolę należy odcedzić i wysypać na rozgrzaną patelnię, gdzie wcześniej wlewamy odrobinę oliwy z oliwek. Podduszamy fasolę dodając wędzoną paprykę (lub czerwoną czubricę) i sól, a kiedy zacznie pękać (brzmi to jak fragment z thrillera😊), przekładamy do miski.
Na umytą patelnię znowu podlaną odrobiną oliwy z oliwek wrzucamy cebulę pokrojoną w drobną kostkę oraz koncentrat pomidorowy. Podsmażamy przez kilka minut na niedużym ogniu, pilnując, by całość się nie przypaliła.
Wkładamy do miski z fasolą. Dosypujemy utarte w moździerzu przyprawy i zaczynamy ugniatać ją i przeciskać. Ja używam tłuczka do ziemniaków, ale dla leniwych lub bardziej zapracowanych możliwa jest opcja mechaniczna z wykorzystaniem ręcznego blendera. Dodajemy łyżkę lub dwie oliwy z oliwek, doprawiamy solą i pieprzem oraz chilli do smaku. I ugniatamy. Najważniejsze, aby pozostawić wyczuwalne fragmenty składników naszej fantastycznej pasty.

W tzw. międzyczasie wstawiamy do piekarnika pokrojoną wzdłuż paprykę do zgrillowania. Chleb tostowy nacieramy czosnkiem (lub skrapiamy oliwą czosnkową) i wkładamy na suchą patelnię grillową. Postawiona na dużym ogniu szybko się nagrzeje, a na kromkach chleba pojawią się wyraźne paski.
Ser pleśniowy kroimy nietradycyjnie w cienkie plastry (standardowo wycinamy trójkąciki z serowego krążka). Paprykę kroimy w długie paski. Smarujemy kromki wystudzoną (ale nie schłodzoną) pastą fasolową, nakładamy dodatki. Składamy w sandwiche, które kroimy w trójkąty. I podajemy!

Do tego jeszcze najprostsza na świecie sałatka: liście szpinaku mieszamy z sałatą roszponką (lub inną), dodajemy kilka łyżek oliwy z oliwek, wyciskamy nieco soku z cytryny, dodajemy słupki migdałów lub posiekane orzechy włoskie, doprawiamy chili i solą oraz odrobiną mocnej przyprawy curry. Dodajemy chlust słodkiego sosu chili. Jest znakomicie! Kanapki mają intensywny, przyjemny smak i dość szybko znikają. Sałatka świetnie smakuje. Postny obiad – pożywny, szybki i tani!
Życzę Wam smacznego! Jak wszystko dobrze pójdzie, spotkamy się jeszcze przed Świętami Wielkiejnocy (choć nie w środę, bo wtedy pieczemy mazurki na wyjeździe). Będzie świąteczny przepis i świąteczne życzenia. Do zobaczenia!
PS 1. Dziś pierwszy dzień wiosny, więc życzę Wszystkim wszystkiego Wiosennego!
PS 2. Mała refleksja w temacie fasoli i Włoch. Jednym z naszych rzymskich wynalazków na późną obiadokolację, spożywaną w apartamencie nieopodal Placu św. Piotra była potrawka z białej fasoli (typu „Jaś”) z tradycyjnymi włoskimi gnocchi. Hmm, gdyby nie czerwone wino, którego dogłębną degustację przeprowadziliśmy (tak, tak!) w pobliskim supermarkecie, to danie mogłoby okazać się zbyt dużym wyzwaniem. Nawet dla nas – miłośników kulinarnych eksperymentów i tocoinnego. Ale wszystko dobrze się skończyło, a nasi chłopcy wracając wspomnieniami do Rzymu, nabierają coraz większej ochoty na gnocchi alla fagioli😊