Nasze drugie wynajęte mieszkanie. Końcówka lat dziewięćdziesiątych. Internet istnieje wyłącznie w postaci wolno otwierających się stron tekstowych, do których dostęp umożliwia Yahoo lub Altavista. Korzystamy z dostępu w łowickim seminarium, gdzie oddano właśnie do użytkowania salę komputerową. Dzięki temu Paweł może wysłać szkic swojej pracy magisterskiej do Kanady, gdzie przebywa wówczas jego promotor – śp. Biskup Jan Chrapek. Muzykę nagrywa się na kasety magnetofonowe (które dziś wracają do łask), w Skierniewicach powstaje pierwszy hipermarket. A w nim na półce znajduję włoski makaron muszle. Bardzo drogi, więc następnym razem kupimy go w tzw. „makro”, bo tam – choć w paczkach po 3 lub 5 opakowań, wychodzi korzystniej cenowo. Mamy już nasze conchiglie i myślę, co wyjątkowego można z nich zrobić? Lubimy spaghetti i lasagne, więc może nadziać muszle farszem mięsnym z sosem pomidorowym? Czy ktoś to kiedyś ćwiczył? Czy ktoś na osiedlu ma książkę z przepisami kuchni włoskiej?
Zaczynam w ten wspomnieniowo-kombatancki sposób, by przypomnieć sobie i Wam, jak bardzo świat się zmienił. Dziś otwieramy jakąkolwiek przeglądarkę na jakimkolwiek urządzeniu i mamy dostęp do miliarda aktualnych informacji, milionów artykułów, setek tysięcy stron tematycznych, etc. Dostęp do przepisów, receptur – okraszonych zdjęciami, filmami, zawierających opisy „krok po kroku”, zapisanych w internecie wydań popularnych programów kulinarnych, kanałów tematycznych jest dziś praktycznie nieograniczony. Kiedyś SZUKALIŚMY i PRÓBOWALIŚMY. Więc i ja spróbowałam i podałam nadziewane makaronowe muszle na kolację przy okazji wizyty naszych zaprzyjaźnionych księży. Smakowało im, do tego stopnia, że kiedy kilka tygodni temu natknęłam się na jednego z nich w skierniewickim hipermarkecie, mając w koszyku zdaje się mrożone pierogi na tzw. szybki obiad, wykrzyknął zdumiony: „To nie może być prawda!”. Wiele razy jadaliśmy później wspólne posiłki i fakt – im więcej poznawałam dań i kuchni, tym mocniej zgadzałam się, że niepotrzebnie kupowałam mrożonki!😊
Słowo „pasta” – makaron oznacza w języku włoskim „wklej”. I ma to sens, bo suszony makaron to przecież po prostu mąka i woda, proste ciasto, które powstało z podstawowych składników, które były najwcześniej wykorzystywane przez naszych przodków. Kiedy ludzie nauczyli się uprawiać zboże – a miało to miejsce ok. 11 tysięcy lat temu, najprostszym sposobem obróbki ziarna było zmielenie go. Następnie wiązano mąkę wodą (klejenie), spłaszczano powstałe ciasto i gotowano na gorącym kamieniu. Arkusz lasagne jest więc po prostu ugotowaną wersją pszennego makaronu! Brytyjski „The Guardian” donosił kiedyś, że odnaleziony majątek zmarłego w 1279 roku mieszczanina z Genui zawierał m.in. kosz makaronów różnego kształtu. Pamiętajmy, że Włosi znają ponad 100! kształtów makaronów. Makaron, czyli PASTA ma różne zastosowania: pasta asciuta – podawany z sosem lub innymi dodatkami, pasta al brodo – podawany w zupie, pasta al forno – makaron zapiekany, np. lasagne, canneloni, fusilli i właśnie nasze dzisiejsze conchiglie. Wg naszego dziadka Martino ta różnorodność wynika z faktu, że każdy rodzaj inaczej zaprzyjaźnia się z sosem i jego smakiem.
Kilka słów o naszych bohaterkach – makaronowych muszlach. Conchiglie nie mają szczególnie długiej historii, wydaje się, że powstały stosunkowo niedawno i spotyka się je wyłącznie w formie suszonej. Nie przynależą do któregoś ze znanych włoskich regionów, choć wydają się być bardziej popularne na południu Italii. Jest tak prawdopodobnie dlatego, że południowi Włosi jedzą więcej suchych makaronów, a mieszkańcy północy preferują świeże ciasto (pasta fresca). O południowym pochodzeniu muszli może też świadczyć kształt ślimaka, kojarzący się z morzem oraz fakt, że wiele makaronów było najpierw produkowanych na południu, szczególnie w Gragnano pod Neapolem.
Wiedząc to wszystko, ze słonecznej, południowej Italii przenosimy się do naszych domów, by przyrządzić conchiglioni nadziewane farszem.
Będziemy potrzebować:
- 300 g makaronu conchiglioni;
- 500 g mięsa mielonego, np. szynki wieprzowej;
- 300 g passaty pomidorowej lub pomidorów w puszce;
- przyprawy: tymianek, oregano, papryka słodka wędzona, papryka ostra, pieprz czarny i sól;
- tarty parmezan;
- mozzarella;
- świeża bazylia
Jak to robimy?
Makaron należy ugotować al dente, w dosłownym tłumaczeniu na ząb, w praktyce nie do końca ugotowany, na wpół twardy, według czasu podanego na opakowaniu, to będzie 10-12 minut. W zasadzie nie powinno się hartować makaronu, dla Włocha to zbrodnia ale… żeby się lepiej nadziewał na chwilkę wrzucam do zimnej wody. Farsz trzeba przygotować wcześniej i nieco przestudzić. Zmielone mięso podsmażyć na patelni, dodać pomidorową passatę lub siekane pomidory z puszki, doprawić do smaku.

Muszelki nadziewać i układać w naczyniu żaroodpornym posmarowanym oliwą z oliwek, wierzch posypać wiórkami mozzarelli i startym parmezanem.
Zapiekać w temp. 200°C, do rozpuszczenia sera. Przed podaniem można skropić oliwą smakową, np. chilli.

I to już! Danie szybkie, wspaniale smakujące, dające wiele radości z jedzenia (przygotowanie może nastręczać nieco problemów, bo makaron lubi się rozrywać – ale szybko nabierzecie wprawy). Ktoś mógłby powiedzieć, że to nie może być prawda, że tak pyszne i eleganckie danie jest tak proste w przygotowaniu! Zatem nie czekajcie, przygotujcie dziś na kolację lub jutro na obiad. Będziecie naprawdę uszczęśliwieni!

A ja już dziś zapraszam na kolejne wydanie tocoinnego!