Legenda przypisuje współczesną pizzę piekarzowi z Neapolu, który nazywał się Raffaele Esposito. W 1889 roku Esposito – właściciel restauracji o nazwie „Pizzeria di Pietro”, upiekł dla pragnącej zakosztować jedzenia dla ludu królowej Margherity z Sabaudii (na zdjęciu poniżej), 3 placki, które nazywał „pizzą”. Jeden z nich, złożony z trzech składników tworzących kolory włoskiej flagi: czerwony (pomidor), zielony (bazylia) i biały (mozzarella), szczególnie przypadł Królowej do gustu. Tak podobno powstała słynna pizza Margherita. Złośliwi twierdzą, że ta opowieść jest tyleż urocza, co nieprawdziwa. I mówią, że jest po prostu legendą, nie mającą żadnego związku z prawdziwą, kulinarną historią, która zrodziła się na ulicach Neapolu. Aczkolwiek… *

Nowoczesna pizza oczywiście wywodzi się z Włoch, a początkowo była rodzajem neapolitańskiego chleba. Większość mieszkańców Neapolu mogła sobie wówczas pozwolić raczej na niedrogie jedzenie, więc spłaszczone na placek pieczywo z różnymi dodatkami – czyli znana nam pizza, stało się bardzo popularne i sprzedawane było na rogach ulic. Jednak już ówczesna pizza, spożywana przez niezamożnych Neapolitańczyków, zawierała smaczne dodatki – znamy je wszyscy do dzisiaj! – takie jak: pomidory, ser, olej, czosnek, anchois oraz lokalne zioła, głównie oregano i bazylię.
Nie będę dziś omawiać szczegółowo historii pizzy, bo chcę tę opowieść zostawić na inny odcinek, poświęcony pizzy w klasycznej formie. Powiem tylko, że słowo „pizza” wywodzi się prawdopodobnie od łacińskiego czasownika „pìnsere„, co oznacza „naciśnij” lub „ubij”, albo od greckiego „pēktos” – oznaczającego „zakrzepły”, „stały”. Starożytni Grecy dodawali do swojego chleba olejki, zioła i ser, który po pewnym czasie krzepł na cieście. Rzymianie używali placenta rozciąganego przed pieczeniem ciasta, pokrytego serem i miodem, przyprawionego liśćmi laurowymi. W języku greckim i bizantyjskim nazwa chleba pisana była jako πίταc – pita i oznacza „ciasto”. Słowo rozprzestrzeniło się również na język rumuński jako „pită„, turecki „pide” (stąd nasza staropolska „pajda„?). W Bułgarii, Chorwacji i Serbii pieczywo nazywa się oczywiście „pita”, po albańsku „pite”, skąd nie tak daleko do współczesnego hebrajskiego „pitta”. Dodam, że wszystkie te odmiany mają wiele wspólnego z podpłomykiem, który był przecież znany niemal w całej Polsce…
Zostawmy jednak te językowe wynurzenia i przejdźmy do rzeczy. Bo dziś – choć pizza – to jednak TWIST, a więc coś znanego w mniej znanej lub mniej popularnej formie. Od razu zaznaczę, że moim celem było zachowanie jak największej ilości atrybutów „zwyczajnej” pizzy, choć wiem, że niektórzy specjalizują się w pieczeniu paluchów – bułek z nadzieniem z dodatków do pizzy. Stąd też proszę, aby każdy, kto zdecyduje się spróbować i podejść do tematu TWISTa, sam zdecydował o wyborze kierunku przygotowań i rodzaju tego przysmaku.
Na czym więc polega zabawa? Przede wszystkim – nie podajemy placka z dodatkami, tylko pokręcone jak spirala wąskie paski upieczonego ciasta – spodu do pizzy, wypełnionego smakowitym „włoskim” farszem. Przygotowania trwają krótko, produkcja nie nastręcza problemów – chyba, że ciasto rozwałkujecie bardzo cienko, czas pieczenia to tylko kilka minut, a radości z efektu jest bardzo wiele!
Jak to robimy?
Do ciasta będziemy potrzebować:
- 500 g mąki;
- 1 opakowanie suszonych drożdży, 8g;
- 1/2 łyżeczki cukru;
- 1 łyżeczka soli;
- chlust dobrej oliwy z oliwek, 2-3 łyżki;
- 300 ml ciepłej wody.
Sposób na przygotowanie ciasta już kiedyś podawałam, ale skoro jest okazja… Do mąki dodajemy sól, cukier i drożdże. Dokładnie mieszamy, tak by rozprowadzić drożdże. Dodajemy pozostałe składniki i starannie wyrabiamy. Ciasto nie może być zbyt zwarte ani zbyt lejące, dlatego wodę należy wlewać powoli. Pozostawiamy ciasto w misie w ciepłym miejscu, aż podwoi objętość (moje rosło 2 godziny). Następnie wykładamy na stolnicę i rozwałkowujemy – tu moment krytycznie ważny, bo jak wspomniałam – od grubości placka zależy forma produktu finalnego.
Rozwałkowany placek smarujemy passatą pomidorową i posypujemy serem. Ja wybrałam goudę oraz mozzarellę, ale dobierzcie takie składniki, jakie najbardziej lubicie – niektórzy dodają cheddar. Na połowę placka wykładamy pocięte (lub w całości) plastry szynki lub salami pepperoni albo bekonu. Dodajemy pokrojone cienko pieczarki. Jeżeli ktoś preferuje kuchnię bezmięsną, można dodać cebulę, oliwki – co tylko przyjdzie Wam do głowy! Kiedy składniki są już na miejscu, posypujemy je suszonym oregano.
Jak sprawdziłam, niektórzy kucharze w ogóle zagospodarowują tylko połowę placka. Później tę z dodatkami przykrywają dotychczas pustą połową, co przypomina przygotowanie sporej wielkości kanapki. Nasz pomysł opiera się na tej samej zasadzie, z tą różnicą, że sosu i sera użyłam na całości ciasta.
Aby krawędzie się skleiły, można użyć wałka, tocząc go delikatnie po wierzchu. W ten sposób uzyskujemy bazę do TWISTów, które powstaną w ten sposób, że naszą kanapkę kroimy wzdłuż na pasy szerokości ok. 2-2,5 cm.

Teraz każdy z pasów skręcamy, trzymając za końce, tak aby uzyskać coś przypominającego sprężynę. Układamy TWISTy na blasze wyłożonej pergaminem. Pieczemy w temperaturze 200°C przez ok. 10 min. – aż do zrumienienia. Ser pięknie się wytopi i wypłynie, sklejając całość i zapewniając elastyczność naszym TWISTom. Aromat jest wspaniały!
Podajemy z sałatami oraz sosem pomidorowym (można wykorzystać nadmiar, jaki został nam po przygotowaniu TWISTów). Dzieci lubią maczać kawałki ciasta w sosie, a sałaty sprawią, że danie zostanie dobrze zbilansowane. Do picia – woda z cytryną i miętą – smakuje wybornie!
Czy to się przyjmie? Hmm, moi domownicy zjedli z apetytem, ale chyba wolą tradycyjną formę pizzy. Tym bardziej, że od kilku miesięcy kiedy im ją podaję, dostaję oklaski i słyszę, że tym razem zrobiłam najlepszą pizzę na świecie. Za każdym razem! Ale nie wiem, czy mają rację, bo po pierwsze nie jestem wielką admiratorką pizzy, więc trudno mi to ocenić. Po drugie – jeżeli jesteście albo wkrótce będziecie w Warszawie, możecie wybrać się do restauracji Bella Napoli. Właściciel – Enzo Rossi – prowadzi kilka lokali w stolicy, pierwszy z nich został otwarty na warszawskim Bródnie jeszcze w roku 2003. Ja szczególnie polecam restaurację na ul. Francuskiej 18. Spróbujcie, a długo i z zadowoleniem będziecie wspominać smak i zapach wybornych włoskich dań. A pizza jest tam naprawdę WYŚMIENITA!
Smacznego i do zobaczenia następnym razem!
* Aczkolwiek… Raffaele Esposito musiał być przeszczęśliwy, kiedy królowa Margherita wysłała mu list potwierdzający, że przygotowana przez niego trójkolorowa pizza była niesamowita. Esposito miał zmysł marketingowy i wykorzystał ten list do promowania pizzy i swojej restauracji. I to wydarzenie stworzyło rzekomo powszechną modę na pizzę, która nigdy nie odeszła. Zresztą restauracja, w której zatrzymali się królowa Margherita i król Umberto I, istnieje do dzisiaj. Obecnie nazywa się Pizzeria di Brandi. W restauracji nadal znajduje się ów list królowej Margherity, upamiętniający kulinarny sukces Raffaele Esposito.
A tańczących – zapraszamy do TWISTa!