W minioną sobotę, w jednym z sieciowych marketów, zauważyłam tablicę: „Żegnamy karnawał, witamy post!!!”. To faktycznie zupełnie nowa funkcja marketingu: uczynić z okresu postu powód do określonych zakupów – w tym przypadku rybnych przetworów! Pomyślałam jednak, że skoro jesteśmy w czasie postnym, na tocoinnego zajmiemy się pomysłami na bardziej zrównoważone potrawy. Będzie wybornie, ale z rozwagą i umiarem. Dzisiaj zapraszam na włoskie grissini, podane z pastą z zielonego groszku.

Grissini to rodzaj pieczywa, które nie wymaga specjalnych umiejętności piekarniczych. Szybkie i proste, dla zapracowanych kobiet:) Znakomita przegryzka, podawana przed posiłkiem, w kształcie długich paluchów.
Grissini to tradycyjny chleb północnych Włoch. Pochodzi z Turynu w Piemoncie. Chlebowe paluchy zostały wymyślone pod koniec XVII w. A było to tak… Młody książę Vittorio Amedeo II Sabaudii miał trudności z trawieniem większości produktów spożywczych. Słynny ówcześnie lekarz sądowy Don Baldo di Lanzo, polecił więc piekarzowi z Turynu, który nazywał się Antonio Brunero, przygotować chleb, który chory książę mógłby zjeść bez większej szkody dla zdrowia. Antonio postanowił wykorzystać ciasto ghersa przeznaczone do wypieku tradycyjnego turyńskiego chleba. Aby jednak wykazać się przed książęcym lekarzem, rozciągnął części ciasta w długie paski, które po upieczeniu przybrały formę paluchów. I udało się! Upieczone, cienkie paluszki były kruche i łatwe do strawienia. Książę wreszcie najadł się do syta, a z czasem dolegliwości zaczęły znikać.
Grissini okazały się wielkim sukcesem i stały się tak popularne, że weszły do codziennego menu turyńczyków, a niedługo później – całych Włoch. Warto dodać, że wśród największych fanów grissini był Napoleon Bonaparte, który na początku XIX wieku zorganizował nawet regularne dostawy znakomitych les petits bâtons de Turin do Paryża.

Podobnie jak te, które powstały cztery wieki temu we Włoszech, każdy z naszych paluchów jest ręcznie wyrabiany, ale my nie będziemy ciąć pasków ciasta, tylko je rozciągniemy. A żeby je przygotować, będziecie potrzebować:
- 300 g mąki pszennej
- 1 opakowanie suszonych drożdży (7 lub 8 g)
- 1 łyżeczka cukru
- 1 łyżeczka cukru
- 200 ml ciepłej wody
- 50 ml oliwy z oliwek + 1 łyżka
- do podsypania 2-3 łyżki mąki krupczatki (u naszych przyjaciół z południa nazywanej hrubą)
- dowolne zioła: my lubimy z tymiankiem ale może być rozmaryn, bazylia, oregano, czarnuszka…
Do miski wsypujemy wszystkie składniki i zagniatamy ciasto. Jeśli będzie zbyt luźne można dosypać mąki, wszystko zależy od jej wilgotności. Odstawiamy na 10-15 minut. Piekarnik nagrzewamy do 200°C. Z tej porcji robię zwykle 16 sztuk, ale możecie przygotować cieńsze wałeczki lub grube paluchy. Na suchą stolnicę wysypujemy mąkę krupczatkę (jeśli nie macie można użyć zwykłej – pszennej) oraz 1 czubatą łyżkę ziół. Lekko rozpłaszczamy ciasto, zwijamy w rulon, dzielimy na równe porcje i delikatnie maczając dłonie w oliwie formujemy wałeczki, najlepiej szerokości blachy z piekarnika. Układamy na blaszkach wyłożonych papierem do pieczenia i pozwalamy im trochę odpocząć.

Pieczemy ok. 10 minut – do zrumienienia. Fantastyczny zapach i piękny wygląd – to moment, w którym grissini są gotowe!

Dziś podajemy je z pyszną pastą z groszku. Najlepiej używać groszku mrożonego, ale jeżeli macie mało czasu, konserwowy też się sprawdzi.
Do przygotowania pasty będziecie potrzebować:
- 400 g groszku,
- kilka łyżek oliwy z oliwek
- jedną łyżkę rozpuszczonego masła (opcjonalnie – wg uznania)
- 10-12 czarnych oliwek
- kilka listków świeżej bazylii
- ser mozzarella (jako dodatek)
- przyprawy – my stosujemy: sól, ostrą paprykę oraz mieszankę z moździerza: pieprz kolorowy utarty z kolendrą i czarnuszką – zapach jest niesamowity, a smak… – rewelacja!
Jeśli korzystacie z groszku mrożonego należy go wcześniej ugotować. I, jak mawia telewizyjny cook-celebrity Jamie Oliver, korzystając z pomocnika kuchennego – blendera – zmiksować na gładką pastę, dodać oliwę, przyprawy, posiekane oliwki i bazylię. Będziecie zaskoczeni, jak dobra jest ta pasta!
Pastę najlepiej podawać na ładnym półmisku, a grissini w rustykalnym koszyku na pieczywo. Czas, w jakim zostaną zjedzone, nie powinien przekroczyć 30 min. (choć raczej będzie to kwadrans:)).


Życzę udanych wypieków i groszkowej smakowitości.
PS. Specjalne podziękowania kieruję do Magdy Grajnert i redakcji ITS za ciekawy artykuł o tocoinnego Kto nie czytał, niech zajrzy, można dowiedzieć się, dlaczego tak lubimy dobrą kuchnię. I skąd wzięła się nazwa tego bloga…