Stołówkowe obiady na ogół nie cieszą się przesadnym uznaniem wśród tych, którzy muszą je jeść, choć czasem niezasłużenie. Tymczasem taka oto scenka: Jak nazwie Pan TO ciasto? – pyta jeden z klientów. A jak smakuje? – odpowiedział pytaniem kucharz. Jak klej! – rzucił klient. Ach, w takim razie to szarlotka, ciasto śliwkowe smakuje jak mydło. – odrzekł spokojnie kucharz. Gwarantuję Wam, że nasz dzisiejszy wypiek efektem zachwyci Was i Waszych gości. Pyszne ciasto zimowe – z jabłkami i śliwkami. Do tego piękny wygląd – też zimowy!

Do ciasta będziemy potrzebować:
- 250 g mąki pszennej;
- 100 g mąki ziemniaczanej;
- 50 g mielonych migdałów;
- 50 g cukru;
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia;
- 200 g masła roślinnego;
- 50 g oleju kokosowego;
- 3 żółtka.
Teraz owoce. W sezonie polecam oczywiście użycie świeżych śliwek. O tej porze roku bierzemy 1 słoik (ok. 500 g) najlepszych powideł śliwkowych, jakie mamy w domu (albo mamy w domu u mamy). Bo mówiąc „najlepsze” mam na myśli powidła mojej Teściowej – smażone wiele godzin, przez 3 dni… (to był niestety! ostatni słoik, jaki posiadałam w domu). Będziecie potrzebować również 2 duże jabłka oraz – w opcji – dodatkowe 50 g zmielonych migdałów.
Jak to robimy?
Do przesianej mąki dodajemy cukier i proszek do pieczenia, masło oraz olej kokosowy rozcieramy palcami (jak na kruszonkę). Następnie należy dodać żółtka i wyrobić na jednolitą, miłą w dotyku masę.

Wkładamy do lodówki na ok. 30 min. Po wyjęciu dzielimy ciasto na dwie nierówne części – ta, którą wykorzystamy na spód powinna być nieco większa niż warstwa przeznaczona na wierzch.
Prostokątną formę o wymiarach 20 x 35 cm (lub inną, jaką macie) należy wyłożyć papierem do pieczenia. Następnie wykładamy rozwałkowany do wielkości formy spód ciasta i podpiekamy w piekarniku nagrzanym do temperatury 180°C (ok. 10 min.). Rozsmarowujemy powidła śliwkowe wymieszane z pokrojonymi w cieniutkie plasterki lub kostkę jabłkami oraz migdałami (wcześniej przygotowujemy jabłka obierając je i pozbawiając gniazd nasiennych).
Na owoce wykładamy pozostałą część ciasta. Pieczemy ok. 35–40 min. na złoty kolor. Po wyjęciu już jest pysznie, ale ciasto nie wygląda jeszcze na zimowe.
Kiedy wystygnie w ruch pójdzie sitko i cukier puder. Uzyskany efekt optyczny – bezcenny!
Jeżeli wszystko poszło dobrze (zresztą cóż mogło pójść nie tak?), ciasto jest bardzo, bardzo kruche (a to za sprawą oleju kokosowego i mielonych migdałów). Można zjeść je od razu, ale jeżeli obronicie część na następny dzień – będzie smakować jeszcze lepiej. Taką zimę lubimy najbardziej!
Życzę Wam udanych wypieków i do przeczytania za tydzień!