W tym tygodniu pozostajemy jeszcze w klimacie kuchni włoskiej. Kiedy po raz pierwszy przygotowywaliśmy to danie nikt nie przypuszczał, że na stałe wpisze się do menu naszej rodziny. CALZONE! – to jedna z pierwszych, jeśli nie pierwsza potrawa z Włoch, którą robiliśmy. Zapraszam do kuchni!
Na Wikipedii piszą, że calzone to rodzaj pizzy, zawijanej na kształt pieroga. Ale w rzeczywistości to znacznie, znacznie więcej. Kiedy nasz włoski Dziadek – Włoch z krwi i kości jadł calzone naszej produkcji po raz pierwszy, powiedział: buongustaio, non ho mai mangiato cosi delizioso calzone!
Calzone to farsz zamknięty w pierogu. Do wyrobienia fantastycznego ciasta (porcja calzone dla 5 osób) potrzebujemy:
- 500 g mąki – w równych porcjach mąka pszenna typ 500 (specjalna do pizzy) oraz krupczatka (na Słowacji zwana hrubą… swoją drogą czas zrobić zapasy u naszych sąsiadów z południa:));
- 1 saszetkę suszonych drożdży (7-8 g);
- 1 łyżkę stołową soli;
- 250-270 ml ciepłej wody;
- 3-4 łyżki stołowe dobrej oliwy z oliwek.
Teraz nadzienie (typu pychotka):
- 100 g salami pepperoni;
- 200 g kiełbasy wieprzowej chorizo;
- 500 g pieczarek;
- 1 duża cebula;
- 2 puszki siekanych pomidorów;
- 2 ząbki czosnku;
- ser, dużo sera(tu użyłam mozzarelli, goudy oraz jednego z najlepszych włoskich serów, produkowanych z krowiego mleka – sera talaggio produkowanego w Lombardii (skąd pochodzi nasz włoski Dziadek);
- 3 pikantne papryczki piri-piri, mogą być z zalewy;
- 1 świeża czerwona papryka;
- przyprawy, a wśród nich: rozmaryn suszony, świeża mięta, oregano i bazylia, pieprz czarny, słodka papryka;
- 3 łyżki ciemnego miodu (najlepiej sprawdza się gryczany).

Nadzienie – bez sera! – najlepiej wcześniej przygotować na patelni i ostudzić.

Zabieramy się za ciasto. Piekarnik nagrzać do 220°C. Z podanych składników zagnieść ciasto (nie musi rosnąć!). Ciasto podzielić na 12 równych porcji, rozwałkować na cienkie placki. Na każdym położyć plaster sera, nadzienie i znów ser. Złożyć placek i zlepić brzegi jak pierogi. Wierzch calzone posmarować oliwą z oliwek, ewentualnie posypać suszonymi ziołami typu mieszanka prowansalskich (ale nie jest to konieczne). Piec ok. 20 min.

Te tutaj są nieduże, ale my lubimy takie minicalzone, które kroję jeszcze na pół. Takie „kieszonki” z nadzieniem można łatwo jeść, nawet bez konieczności korzystania z widelca i noża. Są chrupiące i naprawdę obłędnie smaczne!
A z uwagi na upały polecam wyborne bezalkoholowe mojito.

Miłego kucharzenia!