Aj, aj, ayvar!

Jeżeli macie wolne popołudnie. Albo dwa popołudnia. Najlepiej weekend, bo dwa wolne popołudnia mogą być za krótkie…
Jesień nie jest dla mnie przyjazną porą roku, nie lubię deszczu i najchętniej spędzałabym ten czas w fotelu. Z dobrą książką. I dobrą herbatą albo nalewką (a mamy ich kapkę:)) Ale jest coś, co w jesieni lubię szczególnie. Lubię paprykę i bakłażany, lubię dynię, pigwę (i jej brata pigwowca), do tego jabłka, gruszki. Lubię zamykać jesień w słoiku. I o tym będzie dzisiejsza historia.

Na skierniewicki targ, we czwartek, przyjeżdża Pan Tadzio i przywozi (oprócz wielu innych dorodnych jarzyn i owoców) piękną paprykę. Obłędnie czerwoną, błyszczącą, wyhodowaną na własnej plantacji – typ hiszpański, słodki. – Nie chce Pani papryki? – Oczywiście, że chcę! Na początek 5 kg. I już ją mamy, czeka w delikatnej zalewie na miodzie, z rodzynkami, czosnkiem lub imbirem.

papryka_2papryka_4

Tydzień później: – Pani Aneto, papryka się kończy! – I znowu 5 kg. U Pani Zosi, na straganie w równoległej alejce, kupuję bakłażany, dynię i pomidory (słodkie, typ paprykowy, bez pestek – bardzo lubią się z papryką). Pójdzie szybko! – myślę, nie wiedząc jeszcze, że jedno popołudnie, a nawet dwa… Ale o tym za chwilę. Myśl jest taka: zrobię macedoński ajvar!

Аjvar jest w Macedonii ulubionym tradycyjnym daniem z papryki, związanym niepodzielnie z nastaniem jesieni oraz zimowymi miesiącami. Ajvar jest uznawany za idealnego towarzysza śniadań i kolacji (oraz obiadów), szczególnie w czasie górskich mroźnych zim. To pasta, która wręcz nie ma sobie równych, a kiedy szukacie wspaniałego dodatku do swoich kanapek, nic nie jest w stanie jej zastąpić. W połączeniu z kozim serem tworzy niezastąpioną i niepowtarzalną kulinarną przyjemność. Podobnymi do ajvaru pastami są malidzano i lutenica – bardzo popularne w Macedonii. Jednak to ajvar nazywany jest wegetariańskim kawiorem – nie bez przyczyny!

Zatem zabieramy się do dzieła! Paprykę pozbawioną gniazd nasiennych wkładamy do piekarnika z funkcją grill i opiekamy 20 min. (tzn. każdą porcję z 5 kg). Później do miski, trzeba przykryć folią. Jak ostygnie zdejmujemy skórę – powinna schodzić łatwo, bo zdążyła podparować. Bakłażany, obraną dynię Hokkaido (mistrzyni chowania się za innymi smakami) i pomidory (w mojej wersji połówki), oprószone grubą himalajską solą, również upiec – każdy składnik według własnego czasu, bo dynia potrzebuje go więcej niż pomidor, a bakłażan powinien ładnie się zarumienić. Do tego przesmażona z czosnkiem biała cebula – jeden ząbek na jedną główkę cebuli. Czyli łatwizna, tylko czas, czas, czas… Potrzeba go dużo.

Po upieczeniu wszystkie składniki, czyli: paprykę, która puściła już sporo soku, dynię pokrojoną w kostkę, bakłażana pozbawionego skórki i wydrążony miąższ z pomidorów, wkładamy do blendera. A jest tego sporo, bo wykorzystaliśmy 5 kg papryki, 4 dorodne bakłażany, połówkę dyni wielkości piłki futbolówki i ok. półtora kilograma pomidorów.
Jak mawia Basia: „Jeśli posiadasz tanią siłę roboczą, to dasz radę.„. Siłę, owszem, posiadam, ale pieczenia nie przyspieszę. Gotować, gotować, gotować… Po kilku (tak, tak…) godzinach było prawie gotowe. Zostawić do wystygnięcia i od nowa – kilkugodzinne odparowywanie. Kolejne 2-3 godziny, mieszaj, mieszaj, mieszaj, żeby – Boże broń! – nie przypalić całości. Pod koniec procesu dolewamy 100 ml dobrej oliwy extra vergine, 50 ml octu balsamicznego. Oraz dodajemy przyprawy, z których najważniejsze są: czerwona słodka papryka – opakowanie 20 mg w całości, pieprz kajeński oraz grubo mielony czarny pieprz – ostrożnie, bo ma być pikantnie, a nie piekielnie ostro! Sól do smaku, odrobina imbiru – tym razem polecam użycie suszonego, w proszku. Jeszcze pokruszony suszony czosnek i najważniejsza w tym zestawie ziół i przypraw- czubrica zielona. My użyliśmy mieszanki kupionej na straganie przy zamku w Ogrodzieńcu – Pan Stanisław był bardzo przekonujący zachwalając „najlepsze korzenne od czasów Janosika”. Od niego mamy także płatki suszonego czosnku i suszone na parze drobiny pomidorów. Bardzo się przydają w mojej kuchni! I jeszcze tzw. tajny składnik – przywieziona z Belgii niemiecka bio-czekolada gorzka z papryczkami chili (których to dwa małe strączki pokrojone w drobne cząstki również trafiły do wywaru).

Wracamy jednak do naszej pasty ajvar. Kiedy już wywar odparuje (a więc w momencie, kiedy zaczniecie lekko żałować, że w ogóle się za to zabierałyście (oraz zabierali, a co!), pozostaje wyłożyć go do gorących, wyparzonych słoików. O zgrozo! Ponieważ zachciało mi się ajvaru w małych słoiczkach, bo ładne wyglądają, a do tego są praktyczne – w sytuacji, gdy pasta na kanapki lub do upieczonego mięsa, nie potrzebujemy przecież dużej porcji – musiałam wygospodarować dodatkową godzinę na upakowanie wywaru małą łyżeczką. Ale w końcu się udało. Teraz zapasteryzować na sucho, w piekarniku nagrzanym do 100°C przez ok. pół godziny. Następnie piekarnik wyłączyć, a słoiki z ajvarem (mamy ich ponad 20 – różnej wielkości) pozostawić  do zupełnego wystygnięcia. To jest ten czas na herbatę i książkę:)

ajvar_2

Spróbowaliśmy już nazajutrz, jako wkładu do sosu. Schab zrobiony w szybkowarze był przepyszny. Bo ajvar jest wspaniały, aromatyczny, pięknie wyglądający i… co tu dużo opowiadać – WŁASNY! A że kuchnia do generalnego sprzątania…

ajvar_1

A teraz niespodzianka! A dokładnie konkurs, w którym nagrodą jest słoiczek mojego ajvaru. Zadanie konkursowe: opisz swój pomysł na jesień zamkniętą w słoiku i podziel się przepisem ze zdjęciem na https://www.facebook.com/tocoinnego/ w komentarzu pod wpisem o paście ajvar. Zachęcam do podzielenia się inspiracjami!

Smacznego i do przeczytania za tydzień!

Reklamy

2 Comments Add yours

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s